zaloguj się   |    zarejestruj się   |    mapa strony   |
RSS
SmodCMS

Opowiadania fantastyczne

  Jak co rano wyskoczyłam z łóżka, pędem przygotowywałam się do szkoły. Tu zęby, tu plecak, jeszcze chwyciłam kanapkę, przeskoczyłam próg domu, zatrzasnęłam z hukiem drzwi i… zamurowało mnie.
  Leżałam na twardym, błyszczącym, różnokolorowym podłożu, które pełniło chyba funkcję chodnika, ponieważ w oddali dostrzegłam śpieszących czarnoskórych ludzi. Ich prędkość była zdumiewająca; w mgnieniu oka znaleźli się przy mnie. Zauważyłam, że mają na sobie ubrania z blisko starszej epoki kamiennej. Zagadnęłam jednego z nich:
- Witaj!!! Mógłbyś mi powiedzieć , która jest godzina?-spytałam.
- Egim swed di te-powiedział, wskazując na zegar, wiszący gdzieś w chmurach. Była 7:54. Chciałam podziękować mojemu rozmówcy, ale ten był już daleko. Nie zastanawiając się nad tym dłużej, przyśpieszyłam kroku. W krótkim czasie dotarłam do przejścia dla pieszych. Oczekując na zielone światło, rozejrzałam się dookoła. Po niebie szybowały gołębie wycieczkowe, na drzewach rosły gumy i żelki, a wszędzie spacerowały różnobarwne ufoludki, preferujące podobny styl ubioru jak wspomniani wcześniej czarnoskórzy .
  Tak zafascynował mnie ten krajobraz, że nie dostrzegłam zmiany na sygnalizacji świetlnej. Niestety przypomniał mi o tym jeden z kolorowych stworków , który wylał na mnie kleistą , śmierdzącą i przezroczystą maź . Wydałam z siebie głośny pisk. Dźwięk ten nie był jednakże osamotniony. Podniebny zegar wybił właśnie ósmą .
   W ostatniej chwili zdążyłam przejść na drugą stronę ulicy. W tym samym momencie wystartowały również rydwany z silnikiem diesla i inne pojazdy mieszkańców. Znieruchomiałam. Wtem ktoś chwycił moją dłoń. Mocno zacisnęłam powieki. Bałam się je otworzyć. Gdy w końcu to zrobiłam, zorientowałam się, że siedzę na miotle, którą prowadzi czarno-perłowa czarownica.
- Puść mnie ty stara, wredna oślico!!! Puść !!!-krzyczałam
Ona jednak nie reagowała. Rzuciłam się więc w dół. Plany pokrzyżowała mi jednak nogawka moich spodni, która zahaczyła o silnik maszyny. Zaczęłyśmy spadać. Wiedźma odwróciła twarz, na której malowała się wściekłość. Zmarszczyła czoło, wytrzeszczyła oczy i otworzyła usta. Jej krzyk był tak nieprzyjemnym odczuciem, że moje bębenki bulgotały. Do tego zapach, który wydzielał się z jej ust. Był na tyle obrzydliwy, że poczułam lekkie mdłości.
-Zamknij usta, stara małpo! Nie wytrzymam, proszę!!!-rzuciłam w zdenerwowaniu.
-Cicho! Jestem twoją nauczycielką–powiedziała przez zaciśnięte zęby.
Zaskoczona znów zaczęłam się wyrywać.
   Nagle wszystko stało się niewyraźne. Słyszałam już tylko jej wrzask. Potem-cisza. Byłam w próżni. Ponownie nadwyrężałam moje struny głosowe. Poczułam lekki ból głowy, dotknęłam jej, nadal krzycząc. I wtedy ktoś zawołał:
- Uwaga!
- Co?!
- Jedynka! Zgłoszę to dyrekcji-kontynuowała osoba.
   Wtedy zorientowałam się, że leżę na szkolnej ławce, a moje zachowanie, lekko mówiąc, nie podoba się mojej nauczycielce. Wtedy znów odpłynęłam. W głowie, krok po kroku, analizowałam to, co się mi przytrafiło. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że miejsce, które odwiedziłam było oddalone w bliżej nieokreślonej przyszłości. Cóż, to wszystko, do czego doszłam, ale jednego byłam pewna-nigdy nie zapomnę tej przygody. 

autor: E. Chrapkiewicz


red.: A. Katka